Stypendia dzięki listom, czyli jak wspólnota akademicka może włączyć się w skuteczny fundraising – wywiad z Kamilem Nawirskim, ekspertem w dziedzinie fundraisingu dla nauki

 

 

 

Kamil Nawirski doradza studentom w organizacji projektów, zna też sposoby na to, jak je sfinansować. Zawodowo jest związany z Politechniką Wrocławską i Naczelną Organizacją Techniczną we Wrocławiu, przy której prowadzi Akcelerator Projektów Studenckich. Interesują go działania fundraisingowej związane z finansowaniem nauki i szkolnictwa wyższego. 

Edukacja wyższa niekoniecznie kojarzy się z fundraisingiem. Przynajmniej nie kojarzy się tak w Polsce. Wiem, że próbujesz to zmienić, mógłbyś o tym więcej opowiedzieć?

Tak, daleko nam do wzorców jakie znamy z Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, jednak powoli działamy na naszym polskim podwórku. Dobrym przykładem jest akcja Nocne Listowanie, która zaczęła się w 2017 roku. Jestem jej opiekunem i organizatorem, z pomysłem na akcję przyszła do mnie studentka. Polegał on na podpatrzeniu Amnesty International i zrobieniu akcji pisania listów, ale nie po to, aby wywierać nacisk w sprawach związanych z łamaniem praw człowieka, a po to, aby skutecznie zbierać środki na wsparcie polskiej nauki. Celem była jednak też integracja, miało to być wydarzenie skupiające społeczność, chodziło o to, żeby się spotkać i być ze sobą. Po głowie chodził mi pomysł, żeby Listowanie zrobić w stołówce akademickiej, wybudowanej niewiele wcześniej. To była duża sala, odpowiednia do przewidywanej frekwencji. Jagoda, pomysłodawczyni, chciała też zrobić warsztaty o tym, jak pisze się listy w tradycyjny sposób, w tradycyjnej formie.

To były jednak dopiero pomysły. Jak to się stało, że Listowanie przybrało formę?

Jak przy każdym wydarzeniu fundraisingowym, potrzebna była idea, tyle że w tym przypadku idea była prosta. Od 2006 roku mamy Fundusz Stypendialny na rzecz studentów w niepełnosprawnością, którzy jednocześnie osiągają wysokie wyniki w nauce. Ten Fundusz jest zasilany z pieniędzy darczyńców i zbiórka na niego odbywa się podczas balu rektora. Chcieliśmy zaproponować inicjatywę skierowaną raczej do studentów i pracowników, niekoniecznie do tych, którzy bywali na tym balu. Było jasne, że studenci nie mają zbyt wiele wolnych środków do wpłacania, a  Fundusz dochodzi do 200-300 tysięcy rocznie.  Pomyślałem za to o innej walucie, jaką jest czas. Te osoby, które nie mogą wesprzeć Funduszu finansowo, mogły pomóc swoim zaangażowaniem. Właśnie w ten sposób narodziło się Nocne Listowanie.

Jak wygląda Nocne Listowanie?

Późnym wieczorem, koło 18:00-19:00, spotykamy się w Stołówce Akademickiej, zwanej też Strefą Kultury Studenckiej.  Podczas każdej edycji akcja angażuje średnio 100-120 osób piszących listy. Przynajmniej tyle osób jest zapisanych, możliwe, że w rzeczywistości wolontariuszy jest więcej. Uczestnicy mają pełną dowolność w pisaniu, ale mają również do dyspozycji kilka przygotowanych szablonów, czyli propozycji treści wiadomości z najważniejszymi informacjami. Dodajemy jeszcze jedno ułatwienie. Piszący listy zwykle nie mają szczegółowej wiedzy na temat ilości podopiecznych i ich potrzeb, dlatego w widocznym miejscu umieszczamy najważniejsze informacje. Jest to jednak pewien wzór i propozycja, którą można modyfikować, opisać sprawę własnymi słowami. To, co zwykle najdłużej przygotowujemy w każdym roku, to lista odbiorców. Na jedno wieczorne spotkanie składa się praca całego, dziesięcioosobowego zespołu przez dwa miesiące. Szukamy dużych firm, ale też osób rozpoznawalnych. To po to, aby nikt nas nie posądził o naruszanie przepisów o danych osobowych. Listy wysyłane są na adresy firmowe i figurują na nich nazwiska osób decyzyjnych. Dane czerpiemy z bazy KRS. Samo pisanie kończy się zwykle późno w nocy. Każdego roku wysyłamy około 500 listów. Każda osoba pisze po pięć sztuk. Akcja Listowania odbywa się raz do roku.

Czy listy adresujecie tylko do osób z Wrocławia?

Nie, jako uczelnia techniczna zwracamy się głównie do firm związanych z techniką z całej Polski. Ciekawostką jest to, że czasem otrzymujemy większe dotacje od tychże firm, ale zdarza się również, że ich członkowie przekazują drobniejsze kwoty prywatnie.

Lockdown mocno dotknął uczelnie, przeszkodził Ci w Listowaniu?

Ostatnia edycja była wyjątkowa, ponieważ przez długi czas nikt nie chciał się podjąć jej realizacji. Panowała pewnego rodzaju konsternacja z powodu ograniczonych możliwości spotykania się. Wiadomo, pandemia. Po prawie roku przerwy w koordynowaniu tego wydarzenia wróciłem i w dwa-trzy tygodnie zaplanowaliśmy wersję on-line. To był szalony czas. Musieliśmy przygotować całe wydarzenie bardzo szybko. Zebrałem osoby, które znałem i które robiły to już ze mną wcześniej, dzięki czemu udało nam się zdążyć. Interakcja i integracja ze społecznością odbywała się podczas cowieczornych spotkań na wideokonferencjach. Osoby piszące listy mogły połączyć się z nami na Zoomie i dopytać o szczegóły pracy. Za pomocą dokumentów Google rozdzielaliśmy pracę, aby nikt nie dublował odbiorców listów. Zbieraliśmy je przy współpracy z naszym partnerem, Santander Universidades, który wystawił skrzynkę pocztową w banku. To tam uczestnicy akcji zanosili listy. Jeśli ktoś był spoza Wrocławia, to wysyłał je nam pocztą. Co ważne, do każdego listu dokładaliśmy oficjalny komunikat od Uczelni z informacją od organizatora – Stowarzyszenia Absolwentów, oraz od pełnomocnika rektora ds. osób z niepełnosprawnościami, że jest to oficjalna impreza i nie jest to żart. Znajduje się tam też blankiet z numerem konta, aby nie trzeba było go wpisywać ręcznie.

Jakie efekty przynosi akcja?

Na początku w 2017 roku zaczynaliśmy skromnie, udało się zebrać około 5 000 złotych, później koło 10 tysięcy, a teraz przekraczamy limit 20 000 złotych. Nawet wersja online wydarzenia przekroczyła tę kwotę. Myślę, że powoli idziemy do przodu. Docieramy do darczyńców, którzy już się angażowali, ale cały czas też docieramy do nowych, potencjalnych darczyńców. Przy około 500 listach rocznie jest to naprawdę duże przedsięwzięcie i ciężka praca. Chodzi o to, żeby wolontariusze mogli przyjść, napisać list i być zadowolonymi z tego, że zrobili coś dobrego. To też się liczy. Uniwersytet to przecież wspólnota. Liczymy, że wrócimy już normalnie do pisania wszyscy razem w jednym budynku, żeby ta część networkingowa, przy ciastku i kawie tez mogła się odbyć. Jest ona niezwykle ważna.

Zgoda.

Z drugiej strony, w wersji online zaangażowali się też profesorowie, którzy z uwagi na obowiązki nie przyszliby wieczorem na stołówkę, ale zdalnie chętnie dostarczyli listy.

Myślisz, że imprezy zdalne zostaną z nami na dłużej?

Myślę, że większość imprez po pandemii będzie odbywać się hybrydowo. Na naszym przykładzie, będziemy chcieli zrobić wydarzenie na żywo w stołówce, ale jeśli ktoś nie ma możliwości być z nami na miejscu, to będzie mógł nam pomóc przez Internet.

Na koniec, powiedz coś jeszcze o uczestnikach akcji. Wiemy już, że są zaangażowani. Podpisują się pod listami, które piszą? Czy akcja spełnia swoją integracyjną, nie tylko finansową, rolę?

Tak, każdy uczestnik podpisuje się własnym imieniem i nazwiskiem, informacją o akcji Nocne Listowanie, wpisuje też datę. Stypendystów, którzy są beneficjentami Listowania mamy około setki i część z nich przychodzi, aby pisać listy we własnym imieniu. W ten sposób mogą pisać listy bezpośrednio o sobie i swojej historii.